Reklama

wtorek, 24 lutego 2015

Manny Pacquiao vs Floyd Mayweather - Kręte drogi do celu





 Floyd Mayweather Jr (47-0, 26 KO) i Manny Pacquiao (57-5-2, 38 KO). Ci dwaj panowie to ikony współczesnego boksu, także jeśli rzeczywiście ich walka odbędzie się 2 maja, to będziemy świadkami jednego z największych wydarzeń w całej historii pięściarstwa. Nie chcę zapeszać, ciągle mam obawy, że zwyczajnie coś się popieprzy, ale cieszę się przeogromnie na samą myśl o tym starciu :)

Dwa lata temu ja już zwątpiłem, że to się kiedykolwiek wydarzy. Manny był po nokaucie jaki zafundował mu Marquez i wszystko wydawało się zawalić. Były obawy jaki Pacman powróci, czy wróci a Money był w bardzo dobrej formie.

http://kochamboks.blogspot.com/2013/02/pacquiao-vs-mayweather-wielka-wpadka.html

Dziś na szczęście sytuacja została wyprostowana a prostowała się poprzez splot wydarzeń. Uważam, że szanse obu zawodników ponownie oscylują blisko remisu.

W międzyczasie Amerykanin udzielił pięknej lekcji boksu "Duchowi" oraz "Canelo". Szczególnie to drugie zwycięstwo zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

We Wrześniu 2013 r. Floyd był w takiej formie, że wiedzieliśmy kto jest królem nie tylko marketingu, ale i ringu. Mayweather ogrywał Alvareza jak dzieciaka. W tym samym czasie Manny nadal był nieaktywny. Na szczęście już w Listopadzie 2013 r. powrócił jak wielki wojownik. Brandon Rios po porażce przez ciężki nokaut to było wyzwanie nawet dla psychiki, ale Filipińczyk pokazał, że jest fighterem z krwi i kości. Pacquiao zrobił " Bam Bama " do jednej szczęki. Nie było widać w nim cienia strachu, mimo tego, że ostatnią walkę kończył nieprzytomny.

2014 r. dosłownie wyklarował to bokserskie wino, na które każdy kibic oczekuje. Kiedy myśleliśmy, że wyjdzie z tego kwas, te wszystkie kręte drogi zaczęły układać się w całość. Nastąpiło nawet naturalne zrównywanie się szans. Pacquiao pokonał drugi raz Bradleya ( w pierwszej potyczce został oszukany ), udowodnił swą klasę, zwyciężył też z niewygodnym Algierim. Floyd natomiast jakby zszedł ze swej boskości... W dwóch starciach z Marcosem Maidaną,  to nie był tak ostry Amerykanin jak ten z Alvareza. Obie walki z Argentyńczykiem Mayweather wygrał, ale obie były dla niego ciężkie, przyjął też jak na siebie trochę ciosów, jeden piekielny prawy nawet go naruszył. Maidana to świetny, twardy, silny, ciężki jak na 147 funtów puncher. Te walki nie umniejszają Floydowi, być może zwyczajnie łapie go wiek. Dziwne byłoby gdyby nieprzerwanie robił takich byczków tak, jak robił w konia Saula. Jednakże Floyd nadal wygrywa, nikt nie może go pokonać a  Argentyńczyk wcześniej zamknął gembę Bronerowi, który uważał się za drugiego Mayweathera. Z orginałem " Chino " jednak zwyciężyć nie mógł.

Teraz nie chcąc psuć sobie zabawy z ewentualnego oglądania tego hiper mega wydarzenia, nie będę nawet podejmował się typowania zwycięzcy, wykłócał się o niuanse, warto czymś tak rzadkim zwyczajnie się nacieszyć. Kciuki będę trzymał za Filipińczykiem, choć szanse troszkę większego Amerykanina wydają się być większe. Wyobraźmy sobie jednak , że Manny Pacquiao pokonuje Mayweathera Juniora.

Gdyby zawodnik, który 8 Grudnia 2012 r. leżał na nosie po prawym Juana Manuela Marqueza teraz w 2015 r. wygrałby z Moneyem, to byłby nie tylko przykładem heroizmu ( bo nim jest samo dojście do tej walki, wstanie i wygrywanie z Riosem, Bradleyem,Algierim ), ale mielibyśmy żywy przykład, że cuda się zdarzają. Chodzi mi o cuda dotyczące naszych żyć, tego, że możemy często więcej zmienić, osiągnąć niż komukolwiek i nam samym się wydaje.

Drogi Mannye'ego Pacquiao były szczególnie kręte. Niezwykła życiowa i bokserska karuzela, którą jednak okazuje się sterować wielkie serce człowieka, który łatwo nie daje za wygraną. Gdy jest ci ciężko spójrz na Pacmana leżącego na nosie, lub na te zdjęcia...




Manny i Floyd jak każdy z nas przechodzili drogę od dziecka do dorosłości, oni też nie urodzili się w krainie mlekiem i miodem płynącej, samo nic w ich ręce nie wskoczyło.

2 maja 2015 r. mam nadzieję staną ze sobą w ringu twarzą w twarz i dadzą na to na co czekamy i czego nie zapomnimy, aż do ostatniego w życiu gongu...


profile bloga:
https://www.facebook.com/pages/Kochamboks/135156249982908
https://twitter.com/kochamboks
https://plus.google.com/114583637327968302406/posts?hl=pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz