Reklama

niedziela, 22 lutego 2015

Gołowkin koszmarem Murraya.






Broń masowego rażenia made in Kazachstan, modyfikacje - Meksyk. Martin Murray (29-2-1, 12 KO) zrobił co mógł, dał z siebie wszystko, ryzykował zdrowie i życie w ringu, ale mistrz w wadze średniej jest tylko jeden. Jest nim bez wątpienia Giennadij Gołowkin (32-0, 29 KO). Ktoś może wspominać o Cotto czy Lee, ale sądzę , że Ci dwaj mieliby ogromne problemy z wczorajszym Murrayem, który swego czasu był lepszy od Sturma a nawet od Sergio Martineza , sędziowie widzieli to jednak inaczej. W Monte Carlo, noszący pas WBA GGG pokazał boks nie z tej ziemi. Giennadij potrafi przyjąć ciosy rywala, jest niezwykle twardy, nie robiły na nim wrażenia bomby Stevensa, tak więc nie zrobiły mu krzywdy uderzenia Martina, który trafiał niejednokrotnie. Zawodnik z Kazachstanu zwyczajnie złapanie jakiejś ilości bomb ma wkalkulowane w styl, to ryzyko na, które on się godzi, prezentując boks ofensywny, twardy, na mocnej presji, poparty techniką, pomysłem  i siłą ciosu dosłownie nadludzką. Gołowkin zaprezentował kondycję o jakiej marzy każdy współczesny bokser, swoboda z jaką wyrzuca power punche, łatwość poruszania, kontrola oddechu, wydarzeń, to jak cieszy się on walka to coś niebywałego. Podczas bojów jakie toczy GGG ciarki przechodzą po plecach i nie można się nudzić. Murray dobrze zaczął pojedynek, lokując kilka celnych strzałów, jednak to tylko zmusiło Kazacha do podwyższenia poprzeczki, podniesienia tempa, Giennadij niczym maszyna stworzona do likwidacji rywala wrzucał kolejne biegi a Martin coraz wyraźniej walczył o przetrwanie. Brytyjczyk miał dobry pomysł z lokowaniem uderzeń na tułowiu Gołowkina, oraz z karceniem go lewym sierpem, umiejętnie też próbował wchodzić w klincz. Jednakże to GGG bombami na tułów zaczął rozbijać oponenta, jakby chciał pokazać, że jego głowice w pięściach są o wiele groźniejsze... Podobnie było po dobrej dziewiątej rundzie dla Brytyjczyka w której zdołał on umieścić kilka świetnych kontr, wtedy w odsłonie nr. 10 GGG na pełnym luzie narzucał coraz wyższy rytm, ustawiał Martina. Ten poczuł się chyba zbyt pewnie, opuszczając ręce, dosłownie przed przerwą został wysłany do koziej ławki potężnymi prawymi. Te ciosy jakby miały za zadanie przypomnieć Murrayowi, że Kazach jest wspaniałym strategiem. On pozwolił na chwilę oddechu rywalowi trzymając w zanadrzu akcję kończącą, Po sygnale wieszczącym przerwę za 10 sekund GGG wypuścił kolejno swoje prawe, Pierwszy niecelny i psychologiczne zagranie, jakby pochwalenie refleksu Martina, mistrz pokiwał głową i już szły prawy, lewy, prawy, prawy, który dosłownie zwalił z nóg Murraya. Ratujący gong był chyba większym nieszczęściem niż szczęściem pretendenta...Dziwię się, że jego narożnik nie przerwał potyczki. Pięściarz nie miał szans na wygraną a zagrożenie było ogromne, takie walki po tak ciężkich nokdaunach przed przerwą, po nawałnicy uderzeń zebranych przez 10 odsłon należy kończyć ! W rundzie 11 Murray od pierwszej sekundy był szykowany do skończenia, po 50 s. prawy GGG o mało nie urwał mu głowy i sędzia ringowy uratował Brytyjczyka kończąc jego męki. Jestem przekonany, że chwile później Martin straciłby przytomność. Kazach rzucał kolejny lewy i prawy, zasłona nie wróciła i tylko reakcja Luisa Pabona sprawiła, że porozbijana głowa Murraya nie została workiem treningowym gościa, który miał ją na celowniku a który czystym strzałem mógłby nawet zabić... Nie pamiętam, aby ktoś był tak mocny jak Giennadij Gołowkin , dla mnie to obecnie największy dominator ze wszystkich dywizji. Uważam go za króla P4P , bo w innych wagach bokserzy mają farta, że tam nie chodzi ich wersja Kazacha... On jest od dewastowania, ma do tego najlepszy arsenał z możliwych. Proste, sierpy, luz , podbródki, uderzenia na tułów, różnicowanie siły i długo by wymieniać ! Sam potrafi zjeść lewy sierp, czy serię, jakby dla rozgrzewki instynktu łowcy... Wyobraźcie sobie, że walczycie z nim...Jak go pokonać ? Technika, siła, kondycja, inteligencja, szczęka ze skały. Murray jako nieliczny chciał przetrwać 12 rd. i został skatowany...Nie wiem czy po tej walce się podniesie, bo to był koszmar dla pięściarza, bycie tym do zjedzenia... Kolejnym potwierdzeniem, że GGG jest samcem Alfa, kolejnym elementem układanki strachu. Miguel Cotto ma ogromną odwagę i może wyjść do Gołowkina, ale jak to zrobi i on, bokser legenda, ikona zostanie posiłkiem... GGG ma apetyt i ta wyżera może trwać latami w kilku dywizjach ! Módlmy się za bohaterów, którzy wyjdą spojrzeć w oczy demona z Kazachstanu. On budzi się między linami... To jego terytorium i intruz jest likwidowany na zasadach boksu ! Zbytnia odwaga podlega karze, ale zawsze możesz pokonać to coś...


1 komentarz:

  1. Super napisane. Bardzo dobry felieton. Podpisuje się pod każdym słowem.

    OdpowiedzUsuń