Reklama

środa, 30 lipca 2014

George Foreman vs Shannon Briggs (22.11.1997) - Wtedy oszukano Foremana.



W ostatnim czasie Amerykanin Shannon Briggs robi dużo szumu, szukając konkretnej wypłaty na laniu, jakie z pewnością zafundowałby mu Władimir Kliczko ( 62-3, 52 KO ). 

Ja powrócę do 1997 r. kiedy to młody jeszcze Shannon nie dał rady mającemu blisko 49 lat Foremanowi. Ten pojedynek był ostatnim w karierze George'a i powinien być pięknym jej uwiecznieniem. Wszystko zepsuli nieudolni, lub przekupieni sędziowie punktowi, którzy nie wiadomo jakim cudem opowiedzieli się za Briggsem stosunkiem dwa do remisu.

Ten pojedynek pokazuje jak mocni byli ciężcy z epoki w której Foreman rywalizował z Alim, Frazierem czy Nortonem.
Dziadek George potrafił wrócić do boksu po 10 letniej przerwie i sięgnąć po pas mistrzowski. Mistrz tuż przed 50 rokiem życia dał szkołę boksu nowej amerykańskiej nadziei wagi ciężkiej i był takim wojownikiem, że musiano go oszukać, aby maskować różnicę pomiędzy młodym, świetnie zbudowanym zawodnikiem a weteranem z brzuszkiem.




Według mnie Shannon nigdy nie należał do wielkich ciężkich. Najwięksi, jak Lewis czy Foreman bili go na głowę. Cannon to zawodnik pokroju Bothy ( z którym remisował ) czy Liakchovicza i nic więcej. Moim skromnym zdaniem lepszym bokserem od niego był również Andrzej Gołota. 

Władimir Kliczko oczywiście, również jest bokserem z wyższej pułki niż nawet prime Shannona. Z obecnym Briggsem nie miałby cienia problemu, znokautowałby go, co do tego nie mam wątpliwości.

Profile bloga :
https://www.facebook.com/pages/Kochamboks/135156249982908
https://twitter.com/kochamboks


film - youtube


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz