Reklama

niedziela, 29 czerwca 2014

Yuriorkis Gamboa dostał to na co "zapracował".





Jestem fanem bokserów pochodzących z Kuby, ale już jakiś czas temu przestałem ich żałować, rozczulać się nad ich losem. Trudno też kibicować tym, którzy na twoich oczach marnują to o czym inni mogą tylko pomarzyć. Yuriorkis to nie był i nadal nie jest przeciętny bokser, ale jeśli można byłoby zmierzyć skalę jego możliwości a później zestawić ją z osiągnięciami. to mimo tytułów mistrzowskich w boksie zawodowym, ocena nie byłaby wysoka. Jako amator, "Cyklon z Guantanamo" był dosłownie diamentem, ale wolność, pieniądze, wiązanie się z nieodpowiednimi ludźmi, oszlifowały go bardzo kiepsko.

Gamboa nie jest i nie był wzorem boksera konsekwentnie pielęgnującego swój talent. Brak ciężkiej pracy potrafi zabić największy dar. Yuriorkis i Odlanier Solis nie mają tych cech, które według mnie ma Guillermo Rigondeaux. "La Sombra" i "Cyklon" za bardzo poszli w tango...

W Boksie Zawodowym nawet geniusz musi być zdeterminowany, ponieważ tu organizmy ludzkie są żyłowane do granic możliwości. Zawodnik musi mieć również odpowiedni sztab ludzi dookoła, ponieważ sam nie może być "od wszystkiego", powinien skupiać się na tym co potrafi robić - czyli boksować.

Szakal mimo, że opuścił Kubę, to nadal konsekwentnie robi swoje, nawet gdy kłody pod nogi rzuca mu własny promotor czy telewizja. Rigondeaux został profesjonalistą dwa lata później niż jego koledzy. Do tego boks Guillermo jest trudniejszy do zaakceptowania przez biznes bokserski. Yuriorkis to był zawsze ofensywny potwór i taki styl Amerykanie kupowali chętniej z różnych względów, nie zawsze nam się podobających.

Gamboa w tym roku kończy 33 lata i to jest dość sporo jak na dywizję w której boksuje i sposób walki jaki lubi. W przypadku tego zawodnika, szybkość i refleks to podstawa. Podobnie jest w przypadku Rigo, ale on lepiej zakonserwował swój dar i mimo, że we Wrześniu stuknie mu 34 wiosna, to uważam, że nie prędko ktoś go tak pobije jak Gamboę.

Odlanier Solis przegrał z Tonym Thompsonem, teraz Gamboa został rozbity przez Terence'a Crawforda, ale czy możemy mieć do nich pretensje ? Ja ich nie mam, zdaję sobie jednak sprawę, że panowie częściowo pomarnowali przeogromne talenty, ale to ich życia, ich sprawy, ja nie jestem od rozliczania innych ludzi.

Nie potrafię jednak kibicować im tak mocno jak wcześniej, ponieważ z perspektywy kibica boksu, tango "La Sombry" z "Cyklonem" zabrało mi wiele ciekawych walk a co za tym idzie - wiele emocji.

Crawford wykonał kawał dobrej roboty, okazał się silny, odporny, ringowo inteligentny, ale z całym szacunkiem do jego talentu i umiejętności, to Terence ma szczęcie, że boksował z Kubańczykiem konsekwentnie marnowanym w ostatnich latach.  Od 2011 r. i wygranej nad Ponce De Leonem, Gamboa nie miał ciekawych wyzwań, za to miewał spore przerwy. Poza tym sądzę, że dbający o siebie "Cyklon" boksowałby w niższym limicie niż lekka, tam mógłby panować niepodzielnie przez wiele lat, jednakże w życiu bywa różnie...
Serca do walki nie można Kubańczykowi odmówić, bo nawet w przegranej walce dawał z siebie ile miał, upadał i powstawał, ale bez odpowiedniego reżimu przygotowań, odpowiednich treningów, walk, mądrego prowadzenia się, nie można wiecznie dochodzić do poziomu na którym wszyscy inni utalentowani pięściarze ciężko harują na sukces.
Na porażkę Yuriokisa złożyło się sporo czynników, głównie tych ze sfery mentalnej.

Liczę, że Gamboa jeszcze powróci, że nie zamknie kariery porażką, ale nie byłbym tego taki pewny. Mam nadzieję, że ten facet poradzi sobie z przegraną i, że odreagowując nie narobi ton głupot, najlepiej, aby po jak najkrótszym możliwym czasie wrócił na salę.

Cała walka Crawford vs Gamboa/youtube



Profile bloga, zapraszam :
https://www.facebook.com/pages/Kochamboks/135156249982908
https://twitter.com/kochamboks

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz