Reklama

niedziela, 15 września 2013

Król Floyd udziela lekcji boksu. Jednooki Matthysse przegrywa. Skandaliczne punktacje sędziów.



                                Przespałem się po nocy z boksem i  poniżej kilka przemyśleń.

                          Floyd Mayweather Junior (45-0, 26 KO) to geniusz, którego boi się sam dziadek czas... To co zrobił Amerykanin z Saulem Alvarezem ( 42-1-1, 30 KO ) można spokojnie nazwać lekcją boksu. Money był szybki jak atakujący Gepard, przebiegły i nieuchwytny niczym wąż, oglądać go pomiędzy linami to przyjemność. Poprzednie dwie walki z junior średnimi były ciężkie dla Money'a, zarówno Oscar De La Hoya jak i Cotto okazali się bardziej wymagającymi przeciwnikami niż Saul Alvarez. Ja jednak mam wrażenie, że to Floyd oszukuje proces starzenia, że jest lepszy z walki na walkę, żyjąc w czasach tego Króla P4P, PPV, wierząc w jego porażki jestem skazany na mylenie się... Jednak nie będę narzekał, to trzeba podziwiać. Pewność siebie, czucie dystansu, profesjonalizm, defensywa, szybkość, celność, refleks, kondycja - to wszystko charakteryzuje sposób walki Juniora.

                          Lucas Martin Matthysse ( 34-3, 32 KO ) nie zawiódł, choć przegrał z Dannym Garcią ( 27-0, 16 KO ). Argentyńczyk miał niemałego pecha, bo w pewnym momencie dosłownie stracił prawe oko, które w przyspieszonym tempie zapuchło. Zbierająca się krew, ucisk musiały odbić się na jego postawie w drugiej fazie walki i się odbiły. Wielokrotnie widzimy jak mimo masy ciosów na twarzach pięściarzy nie ma takich urazów, wczoraj dobrze boksujący Lucas musiał pechowo oberwać - do końca nawet nie wiem jak powstała ta kontuzja.  Do tego Garcia okazał się lepszym pięściarzem niż był jeszcze ostatnio z Zabem Judah .Ten młody chłopak rozwija się z każdą wizytą w ringu. Ma coraz lepszą pracę nóg, obrony, no i bardzo dobrą odporność na ciosy - zasłużony mistrz. Czas spojrzeć na niego łaskawiej, przy całej antypatii do jego ojczulka, który swym gadaniem zraził do syna niejednego kibica. Chętnie zobaczyłbym rewanż wczorajszych bohaterów, ale wątpię w taki obrót spraw. Lucas długo czekał na szansę, dostał ją i z kilku przyczyn nie wykorzystał. Przegrał starcie o pasy WBA i WBC minimalnie, ale jednak przegrał. Prowadząc do połowy dystansu, skończył z werdyktem 115-111 i dwa razy 114-112 dla rywala. Czy może mieć pretensje do samego siebie  ? Nie...Taki jest boks, nie zawsze układa się wszystko tak jak chcemy. Obaj pięściarze pokazali jaja i nawet w ostatnich sekundach szaleńczo wymieniali się ciosami.

                          Niektórzy sędziowie punktowi na wczorajszej gali mają zdecydowanie bliżej do kretów niż do ludzi. Oglądają prawdopodobnie boks po omacku. Punktowanie walki dla Theophane, który ewidentnie oddał większość rund Cano, to był tylko przedsmak. W głównym daniu wieczoru, pojedynku który generował łączne przychody przekraczające prawdopodobnie 100 mln $, sędzina C.J.Ross, która dawniej widziała wygraną Bradleya nad Pacquiao, dała tyle samo rund Alvarezowi co Mayweatherowi. Pytam się jak ? Werdykt potwornie naciągany pod Canelo, który jeśli wygrał dwie odsłony to tylko dzięki przychylnemu spojrzeniu na niego. Punktowi jednak ogłosili wygraną Floyda stosunkiem głosów dwa do remisu. 117-111, 116-112 i 114-114. Pewnie za kilka lat będziemy słyszeć o wyrównanym, pojedynku. Tak się zakłamuje rzeczywistość, tak działa korupcja, bezczelność, bo to nie może być niewiedza. W ten sposób niszczy się boks, wczoraj ewidentnie chciano oszukać samego Mayweathera Juniora i zrobiono by to gdyby nie zdeklasował rywala....Normalne Kurewstwo ! 

Zapraszam, więcej wpisów na:


                             

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz