Reklama

czwartek, 11 kwietnia 2013

Oscar De La Hoya vs Felix Trinidad - Lektura obowiązkowa.

CowheyBoxing - youtube
                                     
                                        18 września 1999 r. doszło do pojedynku unifikacyjnego w wadze półśredniej.
                                       
                                         Rozpoznawalny, będący maszynką do zarabiania pieniędzy - Oscar De La Hoya, legitymujący się w tamtym czasie nieskazitelnym rekordem ( 31-0 ), posiadający pas federacji WBC , stanął naprzeciwko pięściarza, który również nie zaznał goryczy porażki - Felixa Trinidada ( 35-0 ), czempiona IBF. 26 letni Amerykanin kontra 26 letni Portorykańczyk w Las Vegas, to było jedno z największych wydarzeń w historii boksu zawodowego. Wszystko organizowano z wielkim rozmachem.
                                         Oscar, złoty medalista Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w wadze lekkiej, był już wtedy bardzo utytułowanym profesjonalistą. Zdobywał pasy mistrza świata w wagach super piórkowej, lekkiej, junior półśredniej i półśredniej. Felix natomiast od 6 lat dzierżył tytuł IBF w dywizji do 147 funtów, co również było niesamowitym osiągnięciem. Trofeum zdobył w 1993 r. nokautując w 2 odsłonie  Maurice'a Blockera.
                                         Obu bokserów łączyło zwycięstwo nad znakomitym, świetnym technicznie, błyskotliwym, niesamowitym defensorem - Pernellem Whitakerem ( 40-4-1, 17 KO ). Zarówno Amerykanin jak i Portorykańczyk, pokonali wielkiego mistrza na punkty po 12 rd. Jednak to " Złoty Chłopiec " miał trudniejsze zadanie. Walczył z niepokonanym od 9 lat Pernellem, mierzył się z nim wcześniej niż Tito. Starcie dwóch Amerykanów, było bardzo wyrównane, część obserwatorów podważała wygraną Oscara, który był pretendentem do pasa 33 letniego, leworęcznego mistrza. Po tym starciu Whitaker już nie był taki sam, w kolejnej potyczce ( przed walką z Trinidadem ) wygrał lecz wykryto u niego Kokainę i starcie zostało unieważnione. Felix pokonał powracającego po ponad rocznej przerwie mistrza olimpijskiego z Los Angeles, a więc miał  łatwiejsze zadanie.
                                        Polecam wszystkim obejrzenie całej potyczki Oscara z Trinidadem ( filmik u góry ) oraz wyrobienie sobie własnego zdania.
                                       
                                        Moje jest takie:
                       
                                       Walka w pierwszej fazie toczyła się pod dyktando lepszego technicznie Amerykanina, uderzającego z dystansu ciosami prostymi. Felix próbował narzucać presję, lecz nie potrafił zmusić rywala do większych błędów. De La Hoya świetnie poruszał się na nogach, górował umiejętnościami, unikał mocnych uderzeń, trafiał częściej, bił celniej. Im dalej jednak tym większe zaczęło dopadać go zmęczenie. Napór Portorykańczyka w końcu przynosił długo wyczekiwane rezultaty a sam Oscar był chyba zbyt pewny swojej przewagi punktowej i zaczął oddawać inicjatywę . To był błąd...
                                       Najgorzej wyglądał w ostatnich dwóch  starciach, gdzie zwyczajnie unikał walki a Trinidad jak nakręcony wciąż atakował, prezentując fenomenalną wydolność.
                                        Mistrz IBF zepchnął czempiona WBC do defensywy,  narzucił zdecydowanie swój styl. Czy to jednak powinno wystarczyć do wygranej ? Mam co do tego wątpliwości, bo pojedynki punktuje się runda po rundzie.
                                        Z pierwszych dziewięciu odsłon wg. mnie sześć na pewno wygrał Oscar, spokojnie można dać mu nawet siedem. W takim razie, przydzielając resztę rund Trinidadowi, mamy walkę remisową, lub wygraną  Golden Boya. Ja jestem zdania, ze remis byłby najlepszym rozwiązaniem, później kolejny pojedynek między nimi.
                                       Sędziowie jednak najwyraźniej widzieli to wszystko inaczej... Według mnie ocenili ten bój faworyzując Tito. Portorykańczyk zwyciężył stosunkiem głosów dwa do remisu ( 115-113, 115-114 i 114-114 ). Kontrowersje pozostaną już na zawsze, bo nigdy nie doszło do wyczekiwanego rewanżu między tymi pięściarzami. Oscar zanotował pierwszą porażkę w karierze, co najgorsze bardzo wątpliwą...Ciężko znaleźć siedem starć dla Trinidada, będąc nawet jego największym fanem...
                                         
        http://www.facebook.com/pages/Kochamboks/135156249982908

        https://twitter.com/kochamboks                           

1 komentarz:

  1. jedne z moich ulubieńców ever , odcar był ringowym geniuszme , polecam zwrócić uwagę na prace nóg Oscara w tej walce , mistrzostwo świata

    na tej walce poznałem chyba po raz 1 dobitnie czym jest bokserski biznes i to że nie zawsze ręka lepszego w ringu boksera po ostatnim gongu idzie w górę , Don pokazał wtedy kto rządzi .
    Dal mnie zdecydowanie wygrał ODLH , niepotrzebnie w koncowej fazie walki zaczal walczyc zachowawczo ale mimo tego i tak an kartach punktowych powinnen wygrac

    swietna walka , rowzniez wszystkim polecam :)

    OdpowiedzUsuń