Reklama

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Ciężka przeprawa Sergio Gabriela Martineza


                                   Waga średnia jest bardzo mocną kategorią. W ostatnim czasie widzimy coraz więcej, reprezentujących wysoki poziom sportowy, nazwisk w tej dywizji. Gołowkin, Pirog , Quillin , Chavez Jr, Geale, czy kilku Brytyjczyków( Barker, Murray, Macklin), z którymi ostatnio  walczył Sergio Gabriel Martinez ( 51-2-2, 28 KO ). 160 funtów to limit w którym mamy strefę kozaków.
                                  W sobotą, najlepszy średni według WBC -Maravilla musiał stawiać opór kolejnemu głodnemu wilkowi z Wysp. Ciężki los mistrza , który w ostatnich pojedynkach toczy twarde boje z młodszymi, świeżymi bokserami, marzącymi o wielkich sukcesach. Do takich z pewnością należał Martin Murray ( 25-1-1, 11 KO ).
                               30 latek nie bardzo przejął się tym, że przez wielu "ekspertów" był skazywany na pożarcie. Na obcym terenie, w Argentynie,świetną postawa, konsekwencją w realizacji taktycznych założeń, pokazał, że już niebawem, może być jednym z najlepszych o ile nie najlepszym średnim. Przyznam szczerze, że Martin wzbudził we mnie podziw. Pamiętam jego walkę z Felixem Sturmem, w której mimo dobrego boksu, zremisował z ówczesnym mistrzem WBA. W ten weekend Murray pokazał jednak o wiele więcej. Znów zabrakło niewiele do wymarzonego celu, ale za rywala miał wybitnego, doświadczonego Martineza, na jego terytorium.
                              Sergio niestety coraz bardziej daje nam do zrozumienia,że  ma już chyba najlepsze lata na boksowanie za sobą. Walka z 30 letnim rywalem, oscylowała w okolicach remisu  i taki wynik, według mnie byłby najlepszy. Argentyńczyk w ostatnim czasie boryka się  z problemami zdrowotnymi. Przeszedł operację kolana , teraz prawdopodobnie doznał urazu lewej ręki. Oczywiście Martinez to wielki mistrz, bardzo go szanuję, bo wybił się ciężko tyrając podczas przygotowań, czy w ringu, walczył o pozycję, nie dostał nic za darmo. Musiał toczyć dziesiątki dobrych i ciężkich bojów aby zostać zauważonym.
                                Jego styl opiera się na szybkości, refleksie, te atuty bokserzy często tracą najszybciej.
Widać było ewidentnie, że reakcja na uderzenia Murraya, była spóźniona, w drugiej części walki refleks nie wystarczał, Sergio przyjmował kolejne czyste ciosy, był liczony, zagrożony porażką przed czasem.
Mistrz prawdopodobnie jest już poważnie zużyty, stoczył 55 walk zawodowych, z których sporo toczyło się na pełnym dystansie, to robi wrażenie.W ciągu nieco ponad roku walczył 35 rund z dobrymi rywalami. Niejednokrotnie był w opałach, taki stan rzeczy też zostawia ślady. Człowiek to nie jest maszyna.
                                 Uważam, że Maravilla powinien celować  w jeszcze jedną kasową potyczkę, przed sportową emeryturą.Później być może pora zastanowić się nad zawieszeniem rękawic na kołku, przed 40 rokiem życia. To jednak decyzja, która należy do mistrza, mi po prostu byłoby przykro patrzyć jak nokautuje go np Gołowkin czy Quillin. Uważam, że ci dwaj zawodnicy są w tej chwili najgroźniejszymi z możliwych rywali, dla coraz starszego już  Martineza. W mojej ocenie prezentują jeszcze więcej niż sobotni Murray. Na wyróżnienie zasługuje w szczególności GGG. Chociaż Peter w weekend też odwalił kawał dobrej roboty.

https://www.facebook.com/pages/Kochamboks/135156249982908?ref=tn_tnmn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz