Reklama

niedziela, 24 marca 2013

Robert Helenius cofa się w rozwoju?


                                                        Jeszcze niedawno Robert Helenius (19-0, 11 KO) wydawał się być bardzo perspektywicznym zawodnikiem, teraz to się zmienia na gorsze. Kiedy w 2010 r. nokautował byłego mistrza świata Lamona Brewstera ( 35-6, 30 KO ),( mimo, że Amerykanin nie był już tak wartościowym rywalem jak choćby w pamiętnej walce z Gołotą ) to jednak świat boksu zwrócił  uwagę na mocno bijącego Fina. 2 metry wzrostu, potężny cios z prawej ręki, kolejne wartościowe ( szczególnie medialnie ) zwycięstwa nad Samuelem Peterem i Siergiejem Liachowiczem, sprawiły , ze niektórzy widzieli w "Nordyckim Koszmarze" przyszłego mistrza świata wagi ciężkiej. 

                                                     
                                                        Wszystko zaczęło się psuć od starcia Roberta z Dereckiem Chisorą. Helenius ten pojedynek przegrał, jednak sędziowie dali mu zwycięstwo stosunkiem głosów 2-1. Fin odniósł w tym boju kontuzję prawej ręki, po której pauzował blisko rok. Na ring wrócił 10 listopada 2012 r w Helsinkach. Rywalem rosłego boksera był solidny Sherman Williams ( 35-12-2, 19 KO).  W tym zakontraktowanym na 10 rd. pojedynku, Fin nie pokazał praktycznie nic. Co prawda wygrał wysoko na punkty ale walczył bez błysku, dawał się mocno trafiać przeciwnikowi, mającemu zdecydowanie gorsze warunki fizyczne. Po jednym z prawych Williamsa, "Nordycki Koszmar" wyraźnie się zachwiał, był naruszony. Już wtedy można było powiedzieć , że w formie Roberta widoczny jest wyraźny regres. Słaba dyspozycję tłumaczono przerwą , kontuzją ale wczoraj byliśmy świadkami kolejnej nijakiej walki Heleniusa. 
                                                       Na gali w Magdeburgu, 29 letni ciężki, wyszedł do ringu z weteranem 38 letnim Michaelem Sprottem ( 37-20, 17 KO ), mocno wiało nudą. Doświadczony Brytyjczyk nie dał sobie zrobić krzywdy, skradł nawet kilka rund faworyzowanemu Heleniusowi, momentami bezkarnie go trafiając. Robert nie miał pomysłu na walkę, był sztywny, nie mógł mocno trafić, w takiej dyspozycji wątpię aby był w stanie namieszać nawet w dzisiejszej, słabej wadze ciężkiej. Trzeci kiepski pojedynek z rzędu, to już nie jest przypadek. Być może tylko na tyle Fina stać? Możliwe, że teraz wychodzą na światło dzienne jego realne możliwości. 
                                                       Większość z nas raczej przeceniała Heleniusa po tym jak pobił trzech dawniej świetnych zawodników u schyłków swoich karier. Brewster, Peter i Liachowicz byli najwidoczniej po prostu dobrze dobrani. Solidne nazwiska przed emeryturą, wyraźnie w słabszej dyspozycji, wypaczyły prawdziwą wartość ciężkiego z Finlandii. Robert w formie z ostatnich 3 pojedynków nie ma szans na bycie następcą braci Kliczko...Żadnych szans. Prędzej nawiąże do bokserów pokroju Dimitrenki. Uważam, że w starciu z Kubratem Pulewem poległby podobnie jak Ukrainiec ( obecnie Niemiec ) czy jak Ustinow.

http://www.facebook.com/pages/Kochamboks/135156249982908

https://twitter.com/kochamboks

2 komentarze:

  1. Marze by sie pojawił ktoś taki jak Dawid TUA ,po kolei by zrobił czystkę leszczy w ciężkiej i by był spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No młody Tua ze swoimi umiejętnościami skracania dystansu ubiłby Heleniusa w kilka rund. Williams nim porządnie wstrząsnął .

    Ja bym Roberta zobaczył z Perezem

    OdpowiedzUsuń