Reklama

czwartek, 14 lutego 2013

Z tęsknoty za dawną wagą ciężką- Świat Holyfielda. Lata dziewięćdziesiąte, królestwo dywizji ciężkiej

Często słyszymy opowieści starszych osób, zaczynające się od słów:
"Kiedyś to były czasy"...
Jeśli jednak ja sam chcę coś opowiedzieć o atrakcyjności wagi ciężkiej w boksie, wymienić najlepsze walki, największych mistrzów, to też muszę zaczynać od tego zwrotu, bo kiedyś to były czasy w wadze ciężkiej...




                           Dziś z racji tego, że kocham boks napomnę na temat niektórych potyczek i wrzucę kilka fragmentów, czy całych pojedynków, do oglądania których wracam z przyjemnością. Te walki i występujący w nich pięściarze, zastępują mi dzisiejszą niedolę H.W. Teraz o organizację dobrych starć w tej kategorii jest trudniej niż o podróż na księżyc, co za czasy. Kierunek na dziś to głównie lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia. Lata kapitalnych walk Evandera Holyfielda, akurat ten bokser skupił w okół siebie w tamtym okresie wspaniałych rywali a jego walki z nimi, przebieg, wyniki, zwroty akcji, to materiał na doskonały film.

Zacznę od początku, od batalii w której zobaczymy przedstawiciela starszego pokolenia, niezłomnego, piekielnie silnego George'a Foremana. Zawodnik toczący niegdyś niezwykłe boje z Alim czy Frazierem, tym razem stanął na przeciw młodego wilka, byłego mistrza kategorii cruiser,  królującego w H.W, po pokonaniu ( Douglasa sprawiającego mega niespodziankę z Tysonem w Tokio ) Evandera Holyfielda. Foreman po rozbracie z boksem, powrócił bardzo aktywny ale naprawdę nie dawano mu wielkich szans z bokserem o 13 lat młodszym. Panowie jednak stworzyli kapitalną wojnę ringową, gdzie akcja potrafiła zmieniać się dosłownie w sekundę. Wygrał ten młodszy ale to nie było łatwe zwycięstwo, momentami Holy był bliski porażki przed czasem.Poniżej nagranie w którym od 38 minuty zaczyna się 7 rd. Można oglądać ją w kółko.



Trylogia walk Evander Holyfield vs Riddick Bowe to więcej niż w wadze ciężkiej wydarzyło się przez ostatnie lata. Te trzy starcia to symbol lat dziewięćdziesiątych, a najlepsze jest to, że takich smaczków było tam wiele.

Ich pierwsza potyczka odbyła się 13 listopada 1992r. w Las Vegas. Stawką aż trzy pasy należące do Holyfielda. IBF, WBA, WBC w ciężkiej. Obaj przystąpili do tej walki jako bokserzy niepokonani, tworząc kapitalne widowisko. Wymiany cios za cios, 12 rd morderczego tempa, Bowe wyjątkowo nie leżał Holyfieldowi, mistrz wg. sędziów przegrał jednogłośnie. Riddick został nowym mistrzem świata.


                 Na rewanż nie trzeba było długo czekać, odbył się prawie równo rok później, w stawce 2 pasy IBF i WBA. WBC trafiło do wschodzącego Lennoxa Lewisa, który wygrał eliminator ale Bowe walczył w rewanżu z Holyfieldem. Walka nr.2 była jeszcze bardziej zacięta, szalenie trudna do punktowania, lecz tym razem dwa do remisu sędziowie dali zwycięstwo...Holyfieldowi. Ciężko pojąć jak oni znosili trudy takich 12 rundowych wojen.Bili się też po ostatnim gongu. Na krańcowym zmęczeniu a jednak dalej chcieli walczyć.

                Po odzyskaniu pasów Holyfield nie cieszył się nimi długo, szybko je stracił w kontrowersyjnym starciu z Michaelem Moorerem, sędziowie wypunktowali jego przegraną, głosy widzów były bardzo różne, później pokonał Mercera. Bowe natomiast całkiem dobrze sobie radził , zdobył nawet tytuł WBO ale to dla świata boksu nie miało większego znaczenia. W starciach Holy vs Bowe był przecież remis i trzeba było doprowadzić do ostatecznej rozgrywki. To na ich walkę czekali kibice z wypiekami na twarzach.
              Ta odbyła się 4 listopada 1995 (Wszystkie były w listopadzie). Tym razem nie było pełnego dystansu. Evander, choć prowadził na punkty został zastopowany w 8 rd. Stało się to co wydawało się niemożliwe. Holyfield nie wytrzymał okrutnie ciężkich ciosów rywala. Niektórzy sądzili, że to koniec wielkiego mistrza. Poniżej skrót z całej trylogii.
                                         

                          Evander zawsze znany był z tego, że się nie poddawał, do dziś to widzimy, choć nabrało to mniej pozytywnego wydźwięku, ponieważ Holy bardzo długo nie potrafił rozstać się z ringiem, w ostatnich latach kariery, wyglądało to już naprawdę niedobrze. 
                        Jednakże wtedy, w czasach gdy waga ciężka wg. mnie głównie za sprawą jego walk kwitła, ten charakter bardzo mu pomógł. Zastopowany przez Riddicka bokser, po kilku ciężkich wojnach, powrócił ze zdwojoną siłą. To co zrobił było kapitalne powstał jak Feniks z popiołów.
                     Już w drugiej walce po ciężkiej porażce, Evander wyszedł do samego Mike'a Tysona. Większość ekspertów nie dawała mu szans na wygraną, jednak ten bokser wierzył w siebie, miał plan na Żelaznego Mike'a, który realizował w ringu, miał psychikę, twardą głowę i kondycję maratończyka.
                  Tyson też był w drodze powrotnej po wpadce z Douglasem w 1990 r, wygrał między innymi dwa razy z solidnym Ruddockiem ( 1991 r ). Po tych pojedynkach Mike trafił na dłuższy czas do więzienia .Powrócił w 1995r a w 1996 pokonał dobrego Franka Bruno, w końcu znów zdobył tytuł z walce z Brucem Seldonem, stopując go już w 1 rundzie. To o ten pas Federacji WBA walczył z nim Holy.
                    9 listopad 1996 r. wstrząsnął światem. Tak samo jak Bowe nie pasował Holyfieldowi, tak ten okazał się mieć sposób na Tysona. Evander nie odpuszczał, nie dał się zastraszyć a w końcu zaczął dominować.
Walka zakończyła się w 11rd, Tyson był obijany w pewnym momencie jak worek treningowy i sędzia postanowił to przerwać. Holyfield tym sposobem wrócił z powrotem na sam szczyt.

                                      

                         Oczywiście świat boksu chciał wielkiego rewanżu. Ten odbył się bardzo szybko, Holyfield nie był nigdy kimś kto kogokolwiek unikał. W dzisiejszym boksie takiego zachowania brakuje.
28 czerwiec 1997 r. był pokazem kunsztu Evandera już od początku. Również pokazem frustracji Tysona i jednym z większych skandali w historii. Mike od początku nie mogąc poradzić sobie z rywalem, odgryzł mu kawałek ucha w 3 starciu za co został zdyskwalifikowany.
                                          
Lata 90 tym się charakteryzowały, była mieszanka umiejętności, siły, wariactwa, były też skandale, dlatego były to lata emocji, kibice kochali wagę ciężką, był po prostu szał.
Moim królem tamtego okresu był właśnie Evsnder Holyfield, który zdążył jeszcze zrewanżować się Moorerowi za wcześniejszą porażkę, dominując go i zabierając pas IBF.
                                                                                          

Zdążył też przekazać pałeczkę kolejnemu wybitnemu mistrzowi Lennoxowi Lewisowi, tocząc z nim dwie walki o 3 najważniejsze tytuły w wadze ciężkiej, pierwszą niesłusznie remisując ( był gorszy ), drugą przegrywając gdy zaprezentował się naprawdę dobrze.





                                          
Także wspominając to wszystko pojawia się dosłownie żal, że wtedy jeden zawodnik toczył takie boje, że emocjami mógłby obdzielać z nawiązką całe lata dzisiejszej posuchy w H.W i jeszcze emocji byłoby w nadmiarze. To była kategoria królewska z jajami !
A co jeśli weźmiemy walki Bowe- Gołota ?
Karierę Lennoxa Lewisa, który w latach 90 demolował Andrzeja ale wcześniej sam miał upadki.
Przegrywał z Atomowym Bykiem, na którym wziął rewanż a jego walka z Briggsem, była dosłownie kapitalna.
Jak dla mnie to na Lewisie skończyła się piękna waga ciężka, on był tym ostatnim , który walką z Witalijem Kliczko dał nam wielkie emocje.

Walka od 33 minuty




Byli też tacy zawodnicy jak Ike Ibeabuchi i David Tua, To była moc!



Było też wielu innych, masa kapitalnych starć, nie sposób wszystkie wymienić a teraz długo, długo nic.
Z okazji Walentynek, zakochanym w boksie życzę powrotu wielkich mistrzów, nowej generacji tych dla których będziemy zarywać noce.

http://www.facebook.com/pages/Kochamboks/135156249982908
                                        







8 komentarzy:

  1. Świetna stronka, zgadzam się z wszystkim co tutaj napisano !

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :)
    Jak ktoś zagląda to dobrze, bo dla samego siebie jako pamiętnik tego nie piszę, choć trochę też :)

    OdpowiedzUsuń
  3. B. fajny tekst ;)
    "Tyson też był w drodze powrotnej po wpadce z Douglasem, po serii zwycięstw między innymi z Ruddockiem czy Bruno, w końcu znów zdobył tytuł z walce z Brucem Seldonem. To o ten pas Federacji WBA walczył z nim Holy." Pasowało by tu zaznaczyć, że to już był Tyson po pobycie w więzieniu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra uwaga dodam to, dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Foreman , Holy , Bowe , Tyson , LL no to były czasy
    najgorszy Twój teksy z całego bloga bo mi się ryczeć zachciało :)

    Gdybym mógł cofnąc czas to chciałbym żeby Nasz Andrew zamiast do LL wyszedł własnie do Holyfielda w tamtym czasie pewnie historia boksu miałby parę stron więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Andrew po dwóch walkach z Bowe powinien przede wszystkim odpocząć.
    Holyfield w prime był za mocny tak jak Lewis po takich dwóch wojnach.
    Tu był błąd.
    Po lżejszej walce na poprawę psychiki, może dwóch dopiero powinien być taki Lewis i jestem pewny, ze trwało by to dłużej ale wynik ten sam.

    Z Holyfieldem też, bo za twardy psychicznie był ten facet.

    Mi też było smutno jak to pisałem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. też uważam ze z Holyem sobie by nie poradził ale byłby to inny , w moim mniemaniu , rodzaj porazki od tego co zrobił mu LL , Hol był silny ale nie tak jak Lenox , walczył bardziej technicznie , nie nastawił sie na zakonczenie walki jednym ciosem , z Holym Goły miałby przynajmniej szanse żeby się rozkręcic i pokazać kilak ze swoich akcji , takiej szansy LL mu nie dał brutalnie kończac , ajk wszyscy doskonale wiemy , wszystko w pierwszej rd
    niestety czasu nie cofniemy a szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tym Andrzejem to dosłownie "jaja" były.
    Wiem, że to gdybanie ale wmontować mu inną psychikę i wygranymi nad Bowe, Grantem podbiłby świat.
    Wg. mnie za każdą jego porażką czy z Lewisem czy Brewsterem, i wyżej wspomnianymi stało jedno-dziwna głowa :)
    Fajny gość, trudno go nie lubić ale ...:)

    OdpowiedzUsuń